Kuba | Cayo Coco, czyli relaks w karaibskim raju

Photo 14-08-16 15 16 19.jpg

Cayo Coco było jednym z głównych punktów naszej wyprawy. To właśnie tam mieliśmy odpoczywać na rajskich plażach, wśród egzotycznej roślinności i pluskać się w błękitnych wodach…

Mocno zastanawialiśmy się czy zaszaleć i zarezerwować kilka dni w hotelu na Cayo Coco czy jednak postawić na casa particulares w oddalonej o 60 km miejscowości Moron. Ostatecznie druga opcja przeważyła, głównie ze względu na kilkukrotną różnicę w cenie.

Z Santa Clara chcieliśmy jak najszybciej przedostać się do Moron. Niestety autobusy jeżdżą dość rzadko, więc stwierdziliśmy, że najlepiej będzie wynająć samochód na kilka dni, żeby go też wykorzystać na dojazdy na wybrzeże. Problemem okazał się… brak samochodów w wypożyczalniach 😀

Zrezygnowani wróciliśmy do casy w Santa Clara, gdzie pospieszył nam na pomoc właściciel mówiąc, że zorganizuje nam taksówkę w dobrej cenie. Miała być za 20 min, standardowo przyjechała ponad godzinę później, ale cóż… najważniejsze, że jest! 🙂 Wpakowaliśmy się do samochodu z naturalną okienną klimatyzacją i ruszyliśmy! W pewnym momencie zatrzymaliśmy się w jakimś miasteczku, pan kierowca wyskoczył z samochodu, pobiegł na drugą stronę ulicy i po 5 min wrócił. Jedziemy dalej. Za jakiś czas to samo. Po jakimś czasie wyszło na jaw, że nie zna kompletnie drogi 😉 Jak to dobrze, że telefony wyposażone są w GPS i można skorzystać z map…. 🙂

Dojechaliśmy do Moron. Pierwsze wrażenie? Wymarłe miasto, zero turystów, aż trochę strach…

photo-14-08-16-16-11-11

photo-14-08-16-16-13-10

Ostatecznie okazało się całkiem przyjemne, a na pewno było to jedno z nielicznych miejsc, gdzie na prawdę można poobserwować codzienne życie Kubańczyków. Sklepy wyłącznie z rumem, olejem i oliwkami w słoikach, szkoły, domy, w których życie tętni na ich progach, a dodatkowo drzewa z awokado i mango (tak po prostu na wyciągnięcie ręki!).

Cayo Coco jest, zaraz po Varadero, największym kurortem na Kubie. Kilka lat temu został wybudowany wał łączący centralną Kubę z wyspą archipelagu Jardines del Rey. Od tamtej pory trwa budowa hoteli, a miejsce przeistacza się w raj dla turystów szukających wrażeń w 5-cio gwiazdkowych hotelach z ofertą all inclusive.

Niemniej jednak pozostało tam jeszcze trochę dziewiczych terenów, a plaże wciąż mają w sobie dużo piękna i pozwalają na błogi wypoczynek 🙂 Pojęcie „pora deszczowa” tak skutecznie odstrasza turystów, że jednego dnia mieliśmy piękną plażę Playa Flamenco praktycznie tylko dla siebie! Drugiego dnia na Playa Pilar było już trochę bardziej tłoczno, za to atrakcja w postaci stada flamingów nam to zupełnie zrekompensowała 😉

Playa Pilar to podobno najlepsza plaża na Kubie. Absolutnie turkusowo-lazurowa woda, rewelacyjny piasek na plaży. Ja bym się przyczepiła tylko do braku palm 😉

photo-14-08-16-16-16-47

IMG_8452.JPG

Photo 14-08-16 15 19 27.jpg

IMG_1644.JPG

photo-14-08-16-16-18-23

photo-14-08-16-16-01-40

Co prawda piliśmy drinki z kokosów, a bar nazywał się CocoLoco, jednak nazwa Cayo Coco nie pochodzi od kokosów, ale od ptaków ibisów. Ibisy są nazywane ptakami kokosowymi, a Cayo Coco jest głównym miejscem ich występowania.

Fantastyczne miejsce na idealny 2-dniowy wypoczynek. Lenistwa wystarczy – ruszamy dalej! Kierunek: Trynidad.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s