American dream…

Niecałe 4 lata temu ruszyliśmy w naszą pierwszą daleką podróż… W związku z tym, że za niedługo znowu odwiedzimy Stany Zjednoczone, postanowiłam wrócić do tej wycieczki i opowiedzieć o naszym spełnionym American Dream 😉

Trzy słoneczne tygodnie września spędziliśmy na południowo-zachodnim wybrzeżu USA. Od zawsze marzyło mi się odwiedzenie Kalifornii z Los Angeles na czele. Oprócz tego, będąc tam, nie moglibyśmy sobie darować wizyty w Wielkim Kanionie czy Las Vegas.

Wszystko zaczęło się od dość długiego połączenia na lotnisku JFK w Nowym Jorku. Chociaż już było całkiem ciemno, wymknęliśmy się, żeby przespacerować się 5th Avenue, Broadway, stanąć na Times Square i zachwycić się panoramą miasta z Empire State Building.

Kilka lat wcześniej, miałam okazję spędzić w Nowym Jorku parę tygodni ucząc się języka angielskiego. I od tego czasu będzie to jedno z moich ukochanych miast! Uwielbiam tą różnorodność kulturową, te wspaniałe ulice z budzącymi respekt budynkami, ciągły pęd, niesamowite restauracje i przepyszne jedzenie i… mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale nie o tym dzisiaj 😉

Po nocy pełnej wrażeń wsiedliśmy w samolot do San Francisco! Genialne miasto, które ma wiele do zaoferowania. Zaczynając od centrum biznesowego, egzotyczne Chinatown, poprzez imponujący Golden Gate Bridge, skłaniające do refleksji Alcatraz, malownicze ulice, po nadmorskie wybrzeże… Dla każdego coś dobrego. Miasto przyciąga co roku wielu turystów, na ich nieszczęście jest to jedna z najdroższych metropolii na świecie…

W SF wynajęliśmy samochód i ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża trasą Big Sur. Był to nasz plan B, który wdrożyliśmy w życie ze względu na pożary jakie nawiedziły w tym czasie Kalifornię i okolicę Parku Narodowego Yosemite. Mimo wszystko nie żałowaliśmy, bo inaczej nie moglibyśmy podziwiać takich widoków!

Yosemite i park z gigantycznymi sekwojami musieliśmy odpuścić, jednak nasze zamiłowanie do natury sprawiło, że i tak zawitaliśmy do kilku innych wspaniałych miejsc. Odwiedziliśmy Dolinę Śmierci z surowymi krajobrazami.

Następnie, zahaczając o słynną Road 66, dotarliśmy do Wielkiego Kanionu. Jego rozmiary robią piorunujące wrażenie!

Kolejnym punktem programu była stolica kiczu i rozpusty, czyli Las Vegas. Oczywiście chcieliśmy zobaczyć to miasto na własne oczy, ale cieszyliśmy się, że nie zaplanowaliśmy tam zbyt długiego pobytu… 😉

Z Las Vegas pojechaliśmy do Miasta Aniołów. W Los Angeles czekała nas moc atrakcji. Byliśmy w wytwórni filmowej Universal Studios, jeździliśmy na rollercoasterach w jednym z największych parków rozrywki Six Flags Magic Mountain, kibicowaliśmy Dodgers’om na meczu baseballa i opalaliśmy się na plażach w Santa Monica. Gdyby nie to wszystko, LA okazałoby się rozczarowaniem wyjazdu…

Na koniec czekał nas relaks w San Diego na pięknych piaszczystych plażach oraz zwiedzanie muzeum USS Midway.

Cały wyjazd dostarczył nam wiele wrażeń 🙂 Nie ograniczaliśmy się też co do amerykańskiego jedzenia… Jadłam najlepsze w życiu hamburgery, a moim faworytem został burger z awokado i jajkiem sadzonym. To co zapamiętaliśmy z podróży po Stanach to jest to, że wszystko tam jest wielkie! Ogromne porcje jedzenia, gigantyczne hamburgery, litrowe kubki do napojów, długie i szerokie autostrady, duże łóżka, wysokie budynki…

W kolejnych postach będzie trochę więcej i trochę bardziej szczegółowo o poszczególnych etapach naszej wycieczki 🙂


5 thoughts on “American dream…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s