Tajlandia | Bangkok, czyli o pierwszych krokach w Tajlandii

W końcu nadszedł czas na napisanie czegoś więcej o naszej pierwszej azjatyckiej podróży! W Tajlandii byliśmy trochę ponad 3 lata temu, ale nasze wspomnienia są po pierwsze wciąż bardzo żywe, a po drugie, rady bardzo aktualne (przynajmniej tak twierdzą nasi znajomi 😉 ). A dzisiejszy wpis jest o tym jak zaplanować kilka dni i co zobaczyć w Bangkoku.

Odczucia różnych osób co do Bangkoku są zupełnie skrajnie. Dla mnie na początku było zdecydowanie szokująco… Szokująco pod względem pogodowym (mega gorąc i wilgoć), pod względem higienicznym (street food włączając w to „manualne zmywarki”, tzn. wielkie beczki z wodą do wielokrotnego mycia naczyń) i pod względem pikantności jedzenia 😉 Jednak zaraz po otrząśnięciu z pierwszego szoku, Bangkok totalnie mnie wciągnął i zafascynował.

Bangkok, czyli miasto o nazwie w języku tajskim tak długiej, że została wpisana do Księgi Rekordów Guinessa, ma wiele do zaoferowania. Moim subiektywnym zdaniem warto spędzić w Bangkoku więcej niż 2 dni (choć wiele osób decyduje się na tylko tyle!), a także potraktować Bangkok jako miasto wypadowe do innych miejsc. My spędziliśmy w Bangkoku w sumie trochę ponad tydzień, z czego 6 dni na początku podróży po Tajlandii i 2 dni na koniec. Oprócz tego w ciągu tego całego czasu pojechaliśmy na 3 wycieczki – do Kanczanaburi, Ajjuthaja i na pływający targ Damnoen Saduak – o których powstanie osobny wpis.

Świątynie.

To absolutnie obowiązkowy punkt wyprawy. Zwiedzanie warto zacząć od Grand Palace i to jak najwcześniej rano, bo tu nas czekają największe kolejki do wejścia. Zwiedzanie całego kompleksu wymaga odpowiedniego ubioru zasłaniającego ramiona i kolana, a dodatkowo przy wejściu do świątyni Szmaragdowego Buddy (jak i do każdej innej świątyni) zdejmujemy buty.

Świątynie są niesamowicie bogato zdobione! Przepiękne misterne dekoracje i ciekawa architektura… nic tylko podziwiać!
IMG_2481s
IMG_2509s
IMG_2514s

Kolejna to Świątynia Leżącego Buddy (Wat Pho), którego posąg ma aż 46 metrów długości! Najważniejsze są jednak jego stopy z 108 starożytnymi znakami pomyślności wygrawerowanymi z masy perłowej. Oprócz tego w tej samej świątyni znajduje się podobno 1000 innych jego wizerunków.

Idąc do Wat Pho wielokrotnie zostaliśmy ostrzeżeni przez Tajów (w tym szczególnie kierowców tuk-tuk’ów), że świątynia jest zamknięta o tej godzinie. Proponowano nam objazd po okolicy i przywiezienie na miejsce o odpowiedniej porze. To jest typowa próba naciągnięcia turystów na wydanie kilkudziesięciu bathów… Generalnie warto wiedzieć, że coś takiego na 90% się wydarzy 😉 Co nie znaczy, że czasami nie warto się lekko dać oszukać 🙂

IMG_2539s

Wszystkie świątynie to nie tylko atrakcje turystyczne, ale przede wszystkim miejsca kultu i religii, w których oczekiwane jest zachowanie ciszy i spokoju. Nierzadko spotkamy Tajów podczas modlitwy i przynoszących dary, np. kwiaty lotosu czy kadzidełka albo obklejających posągi Buddy płatkami złota.

IMG_2524s
IMG_2548s
Ostatnia z trzech najważniejszych świątyń to Wat Arun – Świątynia Świtu.
IMG_2600s
IMG_2463s

W tym miejscu warto wspomnieć o rzece Menam (Chao Praya). Poruszanie się long boatami po rzece stanowi bardzo szybki i tani środek transportu. Ponadto takie miejsce w łodzi zapewnia świetny widok na miasto i na Wat Arun.

Po rzece pływają różne rodzaje łodzi, a bilety do nich są w różnych cenach. Najważniejsze, żeby rozróżnić łódź typowo turystyczną, którą charakteryzuje stawanie praktycznie przy każdym pomoście i przewodnik opowiadający o atrakcjach Bangkoku od łodzi ekspresowej, dzięki której dotrzemy do celu znacznie szybciej (ale często będą to miejsca stojące).

Innym, wyjątkowo szybkim środkiem transportu jest BTS, czyli nadziemne metro.

IMG_2886s

Najlepszym i najbardziej strategicznym miejscem na nocleg są okolice stacji BTS (my polecamy zwłaszcza odcinek między Chit Lom a Nana). Mając BTS w pobliżu praktycznie wszędzie można szybko dotrzeć, nawet do Grand Palace (najpierw BTS do Saphan Taksin, a następnie łodzią pod Pałac).

Hostelom na Khao San, czyli najbardziej popularnej ulicy wśród turystów, mówimy stanowcze – NIE!

Nie, bo po pierwsze nie spotkamy tam prawdziwych Tajów (oprócz tych z obsługi sklepów, restauracji i „salonów masażu”). Nie, bo ciężko jest tam znaleźć coś na prawdę pysznego do jedzenia (poniżej jedna z tych restauracji – jedzenie wyglada dobrze, ale smakowo zdecydowanie odbiega od standardów tajskich), a standy z karaluchami, skorpionami i innym robactwem na patyku są zrobione typowo pod turystów (z racji tego, że prawie nikt tego nie kupuje, sprzedawcy pobierają opłatę za zdjęcie). Nie, bo na straganach z koszulkami dostaniemy je po dwa razy wyższej cenie niż w innych miejscach w mieście. Nie, bo znajduje się niedaleko rzeki, a to w tych rejonach oznacza jedno – szczury! I tak widzieliśmy wielkie czarne cielska z ogonami przemykające czasami po tej ulicy…

Jedynym plusem jest ogrooomna ilość biur podróży w tych okolicach. Zdecydowanie warto korzystać z ich usług, ale o tym już w innych wpisach 🙂

IMG_2755s

Pomimo początkowych oporów, muszę przyznać, że street food w Bangkoku nie ma sobie równych! Jedzenie jest bardzo świeże i przepyszne ❤

Mój znajomy, który w Bangkoku mieszkał przez jakiś czas dał mi dobrą radę: „zacznij od spróbowania jedzenia smażonego na głębokim tłuszczu, bo w takiej temperaturze wszystkie bakterie i tak zostają zabite, ale wiedz, że później będziesz chciała tylko więcej…” i tak rzeczywiście było 😉 Jedynie czego bym unikała do tej pory to napoje z lodem z wody nieznanego pochodzenia (nie można wierzyć na słowo, że to woda mineralna) i lody.

Ciekawym zjawiskiem jest wieczorne rozstawianie się restauracji na ulicach. W pewnym momencie jak z podziemi wyrastają stoliki, krzesła, całe kuchnie… Warunki może pozostawiają sporo do życzenia (szczególnie jak zauważymy wspomniane wcześniej „zmywarki”), ale jedzenie zazwyczaj jest pyszne. Istotne jest jedno – im więcej Tajów w jednym miejscu, tym lepiej 🙂

Jeśli chcemy uniknąć „wielorazowych” naczyń, zazwyczaj jest możliwość wzięcia czegoś na wynos – w woreczku albo w plastikowym pojemniku.

IMG_2575
IMG_4135s

Oprócz jedzenia ulicznego, Bangkok ma niesamowicie bogatą ofertę restauracji. Tom Yum Kung (pikantna zupa z krewetkami) lub Tom Yum Gai (wersja w kurczakiem) to jedne z obowiązkowych pozycji w menu do spróbowania!

IMG_3007s

Warto również odwiedzić jedną z restauracji na dachu. Najbardziej popularną jest ta z filmu Kac Vegas, my natomiast udaliśmy się do Red Sky z uwagi na położenie w samym centrum miasta. Widoki niezapomniane, do tego muzyka na żywo i pyszny drink… ❤ żyć nie umierać, gdyby nie cena drinka… dobrze, że trafiliśmy na happy hour 😀

IMG_4106s

Co więcej? Masaże!

Tajskie masaże są znane na całym świecie, ale nie wszyscy jednak wiedzą, że prawdziwy tajski masaż to nie delikatne smarowanie olejkami 😉 Koniecznie jednak trzeba go spróbować i zacząć o najmniejszego poziomu intensywności. Polecamy oddanie się przyjemnościom w Asia Herb Association – przyjemne miejsce, masaże tajskie ale nie tylko. Generalnie – rewelacja! ❤

Co dalej… Spacer po Parku Dusit, po okolicach pięknego budynku muzeum Ananta Samakhom Throne Hall, a następnie przejście do Pałacu Vimanmek, zbudowanego w całości z drewna tekowego.

IMG_2861s

Podziwianie wieżowców Bangkoku podczas odpoczynku w Parku Lumphini.

IMG_4040s

Dom Jima Thompsona (1906-1977), czyli amerykańskiego żołnierza, szpiega, architekta i biznesmena… Thompson, zakochany w Tajlandii, postanowił osiąść w Bangkoku i zrewitalizować tajski przemysł jedwabniczy. W jego domu można zakupić najlepszej jakości wyroby z jedwabiu, zobaczyć jak wygląda jego produkcja a także podziwiać pokaźną kolekcję dzieł sztuki.

IMG_4036s

Chinatown to zdecydowanie istotny punkt na kulinarnej mapie Bangkoku…

IMG_2838s

I na koniec warto zakupić pamiątki, ubrania i inne akcesoria na największym na Świecie weekendowym targu Chatuchak. Wyobraź sobie ponad 8000 standów i 200 tys. osób przewijających się przez to miejsce w ciągu weekendu… Na tym targu można znaleźć po prostu wszystko! A ceny pamiątek są na pewno tam najlepsze w całym mieście. Podobnie sprawa się ma z ubraniami – można kupić standardowe tajskie koszulki i spodnie, ale również bardzo dobre jakościowo bawełniane t-shirty czy zamówić sobie koszulę na miarę. Mnie zachwyciły również szale, które promowane jako kaszmirowe nie mają z kaszmirem wiele wspólnego. Najczęściej zrobione są z paszminy albo innej mieszanki jedwabiu z kaszmirem… Nie istotne! Są piękne i do tej pory stanowią fantastyczną pamiątkę z Bangkoku 🙂

Na zakończenie…

Podczas podróży po Tajlandii, nie raz zobaczymy mnichów przechodzących przez ulicę czy pracujących przy świątyni. Najczęściej są przyodziani w pomarańczowe szaty i mają ogoloną głowę. Rano przechadzają się z misą czy koszem, do której zbierają jedzenie. Kiedyś uważano, że mnich nie może zjeść nic innego jak tylko podarowane jedzenie i może utrzymywać się tylko z tego co dostanie od innych. Teraz nie jest to przestrzegane aż tak rygorystycznie. Co istotne, kobiety nie powinny dotykać mnichów, ani niczego im podawać. Dobrze przyjęte jest również ustępowanie im miejsca…

Przestrzegających tych paru zasad, zachowamy po prostu szacunek do ich kultury i zwyczajów, a nie wyjdziemy na bezmyślnego turystę… Tak wiele i tak niewiele zarazem.

IMG_2766s
IMG_2425s

Bangkok to cudowne miasto i pewnie jedno z najbardziej oczywistych miejsc na rozpoczęcie podróży po Azji. W ramach poczucia klimatu, polecam książkę z lekkim dreszczykiem emocji „Karaluchy” Jo Nesbo 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s